Zawsze chciałem zmienić Polskę, ale za pomocą siły i pięści. Pan Bóg pozwolił mi odkryć, że można to robić za pomocą serca, życzliwości i wiary - mówi ks. Przemek "Kawa" Kawecki, salezjanin, w rozmowie z Jarosławem Makowskim.

- Jarosław Makowski: Co ksiądz czuje, kiedy widzi młodych ludzi pijących w bramie "jabcoka" albo wąchających butapren?

- Ks. Przemek "Kawa" Kawecki: Smutek. Ale wiem, że większość czuje wtedy raczej niechęć i obrzydzenie. Ci młodzi stoją w bramie, bo to ich jedyna rozrywka. Takie sytuacje biorą się z biedy i społecznego upośledzenia.

- To jest ich wybór, że marnują swoje życie. Nikt ich do tego nie zmusza.

- To nie tak. W życiu społecznym istnieje pewien bezlitosny determinizm.

- W czym on się przejawia?

- Jak się urodzisz w tzw. złej dzielnicy, a do tego dojdzie ci jeszcze pech w postaci alkoholizmu ojca, to możesz wejść w kanał, który prowadzi cię albo do poprawczaka, albo do więzienia. Rzadko się zdarza, że kończysz w rynsztoku, jak się urodzisz w dobrej rodzinie, gdzie mama i tata się kochają i nie brakuje pieniędzy na jedzenie i edukację. Zgoda, i w takich rodzinach zdarzają się sytuacje, że człowiek wchodzi w ślepy zaułek. Ale jest wybór.

- To dość romantyczna wizja. Zazwyczaj na widok grupy młodych ludzi stojących w bramie myśli się tylko o jednym: "Boże, żeby mnie nie zaczepili". Gdyby ksiądz podszedł do nich i powiedział: może pogadamy o Jezusie, pewnie usłyszałby jedno słowo: "spadaj".

- To są mity. Przecież te chłopaki nie są jakimiś półmózgami. To normalni młodzi ludzie, tylko z mniejszą szansą na realizację swoich marzeń. Ci, których się najczęściej boimy, to dzieci naszych sąsiadów lub lokatorzy z klatki obok, skąd więc ten strach? Problemem jest po prostu pierwszy krok - nawiązanie relacji. Na przykład moja mama zawsze zagaduje chłopaków, którzy piją piwo pod sklepem. Kiedyś próbowałem jej to wyperswadować, ale kilka razy zaskoczyło mnie, że oni na widok "tej starszej pani" z daleka mówią: "Dzień dobry pani Kawecka". I pytają: "Co słychać?". Mam świadomość, że czasem robią tak dla jaj, ale z drugiej strony chętnie słuchają, kiedy mama opowiada o tym, czym ja się zajmuję.

- No właśnie, jak duszpasterze odnajdują taką zbuntowaną młodzież? Czy ksiądz powinien wyjść na ulice, odwiedzać dworce, łazić po pubach i bramach?

- Często bywam w miejscach, gdzie nie wszyscy wiedzą, czy też nawet powinni wiedzieć, kim jestem. Kiedyś poszedłem na koncert kilku czołowych podziemnych kapel blackmetalowych. Stałem przy barze pośród ubranych na czarno i udekorowanych odwróconymi krzyżami fanów tej muzyki i podeszła do mnie pijana dziewczyna i mówi na głos: "Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus! Ja księdza znam. Ksiądz mówił kiedyś takie fajne kazanie w mojej szkole". Trzeba było sobie wyobrazić reakcję wszystkich wokół. Ale w ten sposób poznałem kilku muzyków tej sceny, z którymi prowadzimy "dialog ekumeniczny".

- Może księdza pobłażliwość dla zbuntowanej młodzieży bierze się stąd, że ksiądz sam chadzał dziwnymi ścieżkami. Miał ksiądz przecież romans ze skinheadami, jeździł na zloty Młodzieży Wszechpolskiej.

- To prawda. Zawsze się buntowałem. I zawsze muzyka nadawała rytm mojemu życiu. Kiedy inni słuchali Madonny, ja słuchałem Moskwy czy Dezertera. Ale punkowcy mieli jeden minus: w moim mieście większość z nich łapała za torebki z klejem i zaczynała się narkotyzować, kończyła albo w więzieniu, albo na cmentarzu. To mnie od nich odpychało. Tacy niby bogowie mojej młodości, a większość szła w stronę menelstwa. W tym okresie natknąłem się na skinów, którzy przyjechali do naszego miasteczka na wakacje. Dobrze zorganizowani, czyści, wiedzący, czego chcą. Z jednej strony miałem więc zaćpanych punków, z drugiej dobrze zorganizowanych kolesi wygolonych na łyso, którzy mówili, że trzeba w kraju zrobić porządek, że Polska jest wielka i trzeba kochać ojczyznę. To dla młodego człowieka było pociągające. Z perspektywy czasu widzę, że bycie skinem traktowałem trochę jak bycie harcerzem. Wierzyłem, że zmieniamy Polskę. Robimy coś dobrego dla społeczeństwa.

- Co się stało, że pożegnał się ksiądz ze skinheadami?

- Kto powiedział, że się pożegnałem? Zmieniłem tylko perspektywę patrzenia i nabrałem odpowiedniego dystansu. Natomiast fascynacja tą subkulturą pozostała do dzisiaj i nie sądzę, aby coś w tej materii miało się zmienić. Lubię czytać o skinach, cały czas poznaję nowe fakty z historii tej subkultury, słucham muzyki, mam dość pokaźną kolekcję archiwalnych zinów i kaset wydawanych w Polsce. To dobry materiał do badania dla historyków. Bywam na koncertach, mam wielu przyjaciół wśród skinów. Jak śpiewał kiedyś jeden zespół: "Z raz obranej drogi nie ma już odwrotu!". Poza tym, paradoksalnie to w ruchu skinheads zaczęło się moje odkrywanie Kościoła na nowo. Korespondencja z wokalistą zespołu Legion otworzyła mi oczy na tradycyjne oblicze Kościoła reprezentowane przez Bractwo Piusa X, tzw. lefebrystów. Po kilku książkach na temat roli masonerii w Kościele i "oszustwie" Soboru Watykańskiego II umówiłem się na rozmowę z moim proboszczem, aby wytknąć mu wszystkie błędy we współczesnej doktrynie. W efekcie zacząłem bywać w miarę regularnie na mszach i czytać Pismo Święte.

- Ale to nie Bractwo Piusa X zaprowadziło księdza do seminarium księży salezjanów?

- Nie. Miałem znajomego, który wąchał klej, pił, narkotyzował się. Wszyscy - nauczyciele, psycholog itd. - postawili na nim krzyżyk. Nagle facet zniknął z miasta. Pojawia się po roku. Odmieniony - dobrze ubrany, czysty, bez nałogów. Powiedział dwie rzeczy: po pierwsze, że mieszka teraz z jakimiś fajnymi księżmi. Po drugie, że Jezus dał mu nowe życie.
Pomyślałem, że mu odwaliło. Przez kilkanaście lat mojego życia nigdy nie słyszałem, aby ktoś mówił o Jezusie tak przekonująco, jakby mieszkał z nim pod jednym dachem. Owszem: Pan Bóg, Pan Jezus - to wszystko było dla mnie oczywiste, ale to, że Jezus żyje, że może cokolwiek zmienić w naszym życiu - to było nie do przyjęcia. Dlatego żartowaliśmy z tego mojego kumpla, ale też to, co mówił o Bogu, o księdzu Bosko, który sto lat temu nawracał chuliganów - zapraszał ich do swojego domu, nawet jeśli go okradali - nie dawało mi spokoju. Jego opowieści były dla mnie tak samo szokujące, jak wysłuchanie pierwszej płyty Dezertera w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Z jednej strony miałem więc obraz Kościoła tradycyjnego - gdzie wszystko było niedotykalnym sacrum, z drugiej Kościoła, który nie boi się świata i pomaga narkomanom, prostytutkom.

- Zanim ksiądz został księdzem, stosunek do religii miał raczej obojętny.

- .powiedziałbym nawet - wrogi.

- Co nie podobało się księdzu w Kościele?

- Księża. Irytowało mnie, gdy widziałem obłudę księży, której akurat w ich życiu być nie powinno. Mnie, nastolatkowi, ksiądz kojarzył się z takimi słowami jak złodziej. Potem: homoseksualista. Dziś to już nie jest problem, bo bycie gejem jest trendy. Dziś pogardliwym określeniem księdza może być np. "pedofil". Poza tym wszystkie lekcje religii, jakie miałem z księżmi, były totalną porażką. Nie wiem, może akurat to ja tak źle trafiałem, ale nie miałem dobrego doświadczenia z duchownymi, a kiedy doszedł do tego jeszcze młodzieńczy bunt, nastąpiło totalne odrzucenie tej sfery życia.
Zawsze chciałem zmienić Polskę, ale za pomocą siły i pięści. I nagle Pan Bóg pozwolił mi odkryć, że można robić to za pomocą innych środków: serca, życzliwości i wiary. Najbardziej namacalnym dowodem takiej zmiany był mój kumpel. Okazało się, że ci fajni księża, którzy postawili go na nogi, to salezjanie, czyli zakon założony przez Jana Bosko. I tak postanowiłem wstąpić do drużyny księdza Bosko. Ale nie czuję się neofitą - przez całe lata byłem przecież standardowym, niedzielnym katolikiem. A moim ulubionym cytatem z Ewangelii są słowa Jezusa: "Prostytutki i złodzieje przed wami wejdą do Królestwa niebieskiego". Ja wobec siebie nie mam złudzeń. Żadnych. Jestem na końcu tej kolejki. Nie mogę jednak nie mówić o tym, co Pan Bóg zdziałał w moim życiu i co robi w życiu moich przyjaciół. Nie mogę nie mówić, że tylko dwa słowa są w stanie realnie pomóc ludziom, którzy cierpią czy błądzą. Dwa słowa: "Kocham Cię!". Słowa przypieczętowane krzyżem.

Ks. Przemek "Kawa" Kawecki jest salezjaninem, studentem socjologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Był pomysłodawcą płyt "Hip-hop Dekalog" (2004) i "Osiem błogosławieństw hip-hop", do której dołączona jest jego książka "Siła serca kontra siła pięści". Prowadzi internetowy serwis muzyczny www.muzyka.bosko.pl, propagujący muzykę z przesłaniem chrześcijańskim. Od kilku lat współtworzy rekolekcje ewangelizacyjne dla młodzieży SARUEL.

Źródło: http://www.ckid.pl/artykuly/kawecki-ksiadz_i_skinkead.html
Copyright © Saruel Warszawa 2007